Rozdział 2 – Jezioro Księżycowego Lasu
Raven, Aisha, Elsword oraz Rena siedzieli przy ognisku
rozpalonym w ich małym obozie. O świcie dalej mieli wyruszać w trudną wędrówkę,
aby dopaść wreszcie Bendersa i odzyskać skradziony eldryt. Była już późna noc,
jednak żadne z nich nie miało najmniejszej ochoty na sen. Wszyscy myśleli tylko o jednym – ‘Co zrobić z
nazoidem?’ Jak wiadomo, populacja nazoidów wymarła i nie ma nawet najmniejszej
szansy aby w ciągu stulecia, lub choćby nawet tysiąclecia miała się odrodzić.
Na świecie wreszcie zapanował spokój, po nieustannie toczonych bitwach tych
bezwzględnych istot i ludzi. Na początku zastanawiali się czy nie zostawić tego
nazoida, aby w końcu i on zginął, jednak patrząc wtedy na jej oczy wszyscy
widzieli tyle cierpienia i bólu … Więc wzięli ją ze sobą. Teraz wciąż była w stanie hibernacji i leżała
skulona pod drzewem. Co chwila spod jej powiek jaśniało światło, jednak z każdą
chwilą coraz słabiej.
- Jakie to wszystko dziwne – odezwała się Rena.
-Co masz na myśli? – zapytała Aisha.
-Zobaczcie – westchnęła – poznaliśmy się tak niedawno. A
teraz wiem, że za nic w świecie nie pozwolę, by stała wam się krzywda.
Jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi. Bo jesteśmy przyjaciółmi, prawda? –
to mówiąc spojrzała na pozostałą trójkę.
-Heh, dobrze wiem o czym mówisz. Tak jesteśmy przyjaciółmi.
– odezwał się Elsword, po czym wstał i wyciągnął dłoń nad ogień.
-Może i jesteś kretynem – kretynie. Ale tak, zdecydowanie
jesteśmy przyjaciółmi. – stwierdziła ze śmiechem Aisha i położyła swoją dłoń na
dłoni Elsworda. Spojrzeli oboje w stronę Reny. Ona nic nie mówiąc poszła w
ślady Aishy. Teraz cała trójka patrzyła z wyczekiwaniem na Ravena. On tylko się
uśmiechnął, odgarnął włosy z czoła i powiedział:
-Co prawda, to prawda – i położył swoją dłoń na samej górze.
-Za naszą przyjaźń?
-Za naszą przyjaźń! – wykrzyknęli po czym dziewczyny
wybuchły śmiechem. Chłopcy tylko z uśmiechem popatrzyli na siebie. Siedzieli tak jeszcze przy ognisku,
przekomarzając się i żartując, aż wybiła północ.
-Dobraa … - zaczął Elsword – idźcie się przespać, wezmę
pierwszą wartę. Jeśli mamy wyruszyć wraz ze słońcem musimy być wypoczęci.
-Masz rację, jeżeli ci to odpowiada *ziew* chyba powinniśmy
się położyć – stwierdziła Rena.
-Tylko niczego nie schrzań – dodała zaczepnie Aisha.
-Tak tak, śmiej się ze mnie – uśmiechnął się Elsword.
-Za 2h zmienimy się – zapowiedział Raven, po czym wszyscy
udali się na odpoczynek pod splecione korony drzew.
Była około pierwsza w nocy. Elsword ledwo nie przysypiał,
szturchając patykiem dogasające ognisko. Nagle zobaczył białą kuleczkę lecącą
tuż nad jego ręką. „Świetlik?”. Za chwilę obok niego przeleciał następny, za
chwilę kolejny i kolejny, aż nagle spostrzegł, że po niebie płynie wielka fala
świecących nienaturalnym, bladym światłem świetlików. Rzucił się w stronę
drzewa, przy którym odpoczywała nazoid. Nie było jej tam.
- Wszyscy wstawać!! Ona uciekła! Musimy ją złapać!
-Co się drzesz kretynie ?!– przeciągnęła się Aisha.
-Nazoid uciekła!
-Raven, Rena wstawa … - Aisha zamarła w pół słowa. Ponieważ
tych dwoje najwidoczniej nie miało powodów by się budzić. Spali w siebie
wtuleni, jak gdyby byli u siebie w domu. Raven spokojnie spał, a do jego piersi
przytulała się złota elfia wojowniczka.
-Ja wam zaraz …
-Co ty tam bełkoczesz? – nie zrozumiał Elsword.
-Chyba śnicie! Nie na mojej warcie! – z różdżki czarodziejki
wystrzelił pocisk piorunów tak, że już po chwili słodko śpiąca para stała na
nogach kompletnie zdezorientowana.
-C..co?- jąkała się Rena.
-Nie mamy na to czasu. Powtórzę jeszcze raz : NAZOID
UCIEKŁA. I prawdopodobnie coś kombinuje.
Spójrzcie na te świetliki. Musiały wyczuć energię jej odłamka eldrytu. Idziemy!
Biegli, potykając się o korzenie drzew i krzewów. Księżyc
świecący w pełni oświetlał im drogę, przebijając się przez ogromne korony
drzew. Dobiegli wreszcie do jeziora. Nie mogli uwierzyć własnym oczom.
Wszystkie świetliki zniknęły. Tylko kilka pojedynczych siedziało na gałęziach
drzew okalających jezioro. Po jego gładkiej tafli stawiała kroki nazo-istota.
Co dziwne nie tonęła ona, ale chodziła po wodzie. Doszła na środek jeziora i odwróciła się
twarzą w ich stronę. Jej oczy znów
przybrały barwę oślepiającej bieli, od której biła niebieska łuna. Istota
zaczęła się wznosić ku niebu. Gdy jej stopy oderwały się od powierzchni
jeziora, jego tafla wzburzyła się, po czym na nowo ucichła. Nagle naokoło
nazoid zaczęły pojawiać się światła. Najpierw wirowały wokół niej : czarne,
białe, oraz srebrne. W końcu zatrzymały się przed nią i zaczęły formować w kształty,
a na jej ciele zaczęły pojawiać się tajemnicze, świecące znaki.
-Co u diabła … - zaczął Elsword.
-Zamknij się … - syknęła Aisha.
Po chwili przez nazo-istotą pojawiły się trzy sylwetki:
Biała – Nazo Nadzieja
Czarna – Nazo Wendetta
Srebrna – Nazo Serafin
Wyciągnęła ona rękę w stronę białej postaci, lecz zanim
zdążyła jej dotknąć wszystkie trzy wniknęły w nią naraz. Jej nazo-układ zaczęły
przeszywać niezliczone awarie i białe błyskawice. Doszło do przeciążenia. Nad
jeziorem niósł się jej krzyk pełny bólu i rozpaczy. Z jej oczu popłynęły łzy,
które uderzając o taflę jeziora niosły swoje echo po lesie. W jednej chwili
wszystko ucichło, tak jakby ktoś zatrzymał czas. A ona sama zaczęła spadać w
ciemność, aż w końcu wpadła w ramiona lodowatej, czarnej otchłani jeziora.
Wszystko ucichło, jakby nigdy nic się nie wydarzyło.
Czwórka przyjaciół stała wciąż jak sparaliżowana. Nie mogli
zrozumieć tego, co tu się przed chwilą stało. W końcu pierwsza oprzytomniała
Aisha.
-Przecież ona … cholera … Raven leć! – wykrzyknęła, po czym
cisnęła kulisty pocisk w stronę jeziora, który rozjaśnił jego głębiny. Raven
nie namyślając się długo wskoczył w objęcia jeziora… Woda była tak zimna, że
przez chwilę zaparło mu dech w piersiach. Po chwili dopiero był w stanie się
poruszać. Kula światła, którą wygenerowała Aisha oświetlała największą część jeziora.
Dostrzegł małą, jaśniejącą sylwetkę opadającą coraz niżej na dno. Poruszał się
najszybciej jak mógł. Wiedział, że musi za wszelką cenę uratować to życie, w
którym było tyle cierpienia. Podpłynął do niej i chwycił ją w ramiona, była
przerażająco chłodna. Dostrzegł, że jej
serce, odłamek eldrytu, jaśnieje w różnych kolorach. Tak jakby toczył walkę:
czarny, srebrny, biały … czarny … srebrny … biały … czarny … srebrny … BIAŁY.
Jej serce przebarwiło się na biało. Nic z tego nie rozumiał. Kończyło mu się
powietrze, musiał jak najszybciej się
stąd wydostać. Przycisnął ją mocniej do
siebie, po czym skupił w sobie swą ukrytą moc. Skierował swoją mechaniczną dłoń
w dół i całą siłą woli, jaką w sobie miał wypowiedział atak „siedmiokrotna
eksplozja”. Woda wzburzyła się
gwałtownie i rozstąpiła na prawo i lewo, tworząc dwie wielkie fale. Raven w mgnieniu oka dostał się na brzeg,
gdzie ułożył nazoida na trawie i przyłożył głowę do jej piersi, nasłuchując jej
oddechu. Przez jedną straszną chwilę wydawało się mu, że go nie słyszy. Jednak
po chwili wyraźnie go rozpoznał. Odetchnął z ulgą. W jednej chwili wszyscy
znaleźli się przy nich. Rena pomagała dojść do siebie Ravenowi, a Elsword i
Aisha starali się dobudzić nazo-istotę. Gdy Elsword się nad nią pochylił, aby
opatrzyć jej rany zamarł w bezruchu. Po chwili cały spłonął rumieńcem.
-A…Aisha!! Rusz się tutaj! Szybko! - zawołał zmieszany.
-Kretynie nabieram wody, żeby ją opatrzyć, czego chcesz?! –
odkrzyknęła czarodziejka znad jeziora.
-Rusz się ! – zawołał wciąż czerwony Elsword.
-Już ide … O co ci chodzi wreszcie? – zapytała lekko
poirytowana.
- Wcześniej tego chyba nie zauważyłem, ale ten nazoid to
dziewczyna i wiesz … nie jest w
najlepszym stanie … jakoś tak inaczej wygląda…. Jej ubrania tak jakby … –
plątał się.
-Co ty tam bredzisz pacanie? Do niczego się nie przydasz!
Idź nabierz wody! – powiedziała pochylając się nad nazoidem. Omal nie
wybuchnęła śmiechem gdy zobaczyła, dlaczego Elsword był taki zmieszany. Nazoid
miała całe poszarpane ubranie. Został jej tylko jeden but, rozdarte spodenki i
kawałek bluzki. Szybko jednak zauważyła coś innego, przyglądając jej się
bliżej. To nie możliwe … ale jednak …
-E…Ej!! Wszyscy chodźcie tu szybko!! – zawołała przerażona,
jednocześnie zdejmując swoją pelerynkę i okrywając nią nazoid. W jednej chwili
przyjaciele znaleźli się przy niej.
- Aisha co się stało?- zapytała zaniepokojona Rena.
-T-to może … wydawać się … trochę dziwne … ale ten nazoid
chyba zmienia się w człowieka.
Późno to znalazłam, wybacz.
OdpowiedzUsuńBardzo mi się to podoba tylko... za mało!! ;-;
Napiszesz dla mnie więcej, tak? :3
Błędów nie znalazłam, gdzieś w obu wpisach z 5 literówk, mało
Ubolewam ;-; chce więcej :c
OdpowiedzUsuńWięcej!!!
OdpowiedzUsuńGłupie, że Eve będzie człowiekiem.
OdpowiedzUsuń