Rozdział 1 – Reinkarnacja
*trzask*
- Jesteście pewni? …. Mi się … coś…
- Dobrze … sprawdźmy to …
Mała nazo-dziewczynka usłyszała trzask i w jednej chwili
całą kapsułę hibernacyjną wypełniło światło przezierające przez gałęzie leśnych
drzew. Delikatnie poruszyła się i
spróbowała otworzyć oczy, niestety
przez tę niespodziewaną jasność
nic nie mogła dojrzeć. Wyciągnęła delikatnie dłoń w stronę światła i poczuła
zimną stal. „Chłodne … ostre … ”. W jednej chwili w jej dłoniach pojawiły się
dwa małe grawitony, a ona sama z prędkością światła wyskoczyła z kapsuły i
przygwoździła do ziemii chłopaka o czerwonych włosach.
-Whoaah!! Spokojnie! Nic ci nie chcemy zrobić …
*Nazo-Analiza-AKTYWOWANA*à
„Chcemy – czasownik, liczba mnogaà „Liczba mnoga – zbiorowy wykonawca czynności.”
-Zbiorowy …. Wykonawca … kilka … osób …
Usłyszała szmer zza drzewa nieopodal. Niczym błyskawica w
tamytm kierunku poleciał drugi grawiton, który uderzając z całą swoją siłą,
wypchnął z kryjówki trzy inne postacie.
*Analiza poszczególnych danych osobowych – AKTYWACJA*
-Hej … -spojrzała w strone, z której dobiegał głos.
Płomiennowłosy chłopiec wciąż leżał u jej stóp, unieruchomiony mocą grawitonu.
Zbliżyła się nieco bardziej do niego i spojrzała prosto w jego oczy.
- K … Kim jesteś? – powoli odzyskiwała kontrolę nad swoim
oprogramowaniem, więc powiedziała bardziej wojowniczym tonem :
-Dlaczego przerwaliście proces reinkarnacji nazoidów?!
-Może najpierw byś mnie wypuściła, a potem żądała odpowiedzi??!! Weź ze mnie to coś! –
szarpał się czerwonowłosy. Nazo-dziewczynka zdezorientowana takim obrotem
spraw, przywołała grawitony, po czym je zdezmaterializowała. Pospiesznie wycofała się i skryła za kapsułą.
Grupka śmiesznych ludzi spojrzała na siebie po czym podeszła bliżej. Przed
szereg wyszła elfia wojowniczka o złocistych włosach i wyciągnęła w stronę
nazo-dziewczynki dłoń:
-Cześć! Jestem elfią wojowniczką z południa i nazywm się
Rena. – uśmiechnęła się promieniście po czym dodała – to są moi przyjaciele. –
wskazała ręką na małą dziewczynkę o fioletowych włosach: - To jest Aisha, jest
czarodziejką. Ten dzikus w czerwonych włosach to wojownik o imieniu Elsword. A
ten chłopiec w czarnych włosach to Raven…
Oczy nazoidki
skierowały się w stronę zakapturzonej sylwetki, która skryła się w cieniu
drzew. Był to chłopiec, nieco wyższy, o czarnych włosach. Stał z przymkniętymi
oczami pod drzewem i zdawał się nie przejmować całym zajściem.
-… poznaliśmy. O! Zapomniałabym. Raven jest półnazoidem! Nie
sądzisz, że to …
W mgnieniu oka mała stała twarz w twarz z pół-nazoidem o
imieniu Raven. Chłopiec otworzył oczy i ujrzał dokładnie naprzeciw swoich oczy
tak błękitne, że aż białe. Nie podziewał się tego, więc przewrócił się i zaczął
uciekać. Nazoidka podążała za nim, aż nie natrafił na drzewo, któro
uniemożliwiło mu dalszą ucieczkę. Czekał w bezruchu na to, co się będzie działo
dalej. Jednak dziewczynka tylko wpatrywała się w jego oczy, po czym podniosła
dłoń i spletła ją razem z mechaniczną dłonią Ravena.
-Czekaj, czekaj! Co ty …. – nagle błyskawica niezwykle
intensywnej energii przeszła pomiędzy nimi. Raven był zszokowany. W jego oczach
przemijało całe życie tej małej nazo-istoty. Było one przepełnione bólem,
cierpieniem, ale nie dało się w nim dopatrzeć żadnych emocji. Przez jego umysł
przenikały coraz szybciej kolejne obrazy. Kobieta, chłopiec, roboty, wojna,
martwe nazoidy, krew, kapsuła, generator, a w końcu nic…. Powoli zaczął
odzyskiwać na nowo świadomość.
- Raven! Raven! Nic ci nie jest?! Co się stało? – u jego
boku zjawiła się złotowłosa wojowniczka. Na początku to wyglądało śmiesznie,
dopóki twoja głowa nie opadła, a ten nazoid nie spadł. O co w tym wszystkim
chodzi?!
-W porządku – odpowiedział chłopiec – gdzie ona jest? To
było przerażające uczucie. Wojna … i krew…
-Raven, Rena patrzcie na nią! Coś jest chyba nie tak! –
zawołała Aisha.
Nazoidka wciąż leżała, jednak nie straciła świadomości, jej
oczy były otwarte, całe przyjęły kolor bieli i rozpraszały mroki nadciągającej
nocy. Cała czwórka przyjaciół uklękła nad nią. W chwili, w której Aisha
dotknęła jej ramienia, jej oczy zapaliły się na płomnienny kolor a ona zaczęła
przeraźliwie krzyczeć .
-Puszczajcie, puszczajcie! Ogień! Nie! Krew …
-Elsword zrób coś! – wrzasnęła wreszcie Aisha.
Elsword nie miał pojęcia, co zrobić w tej sytuacji,
spanikował i …. spoliczkował nazoida najmocniej jak tylko mógł. Ręka
niemiłosiernie go zabolała, ale to chyba pomogło, bo krzyk ustał, a oczy
nazo-istoty znów wróciły do pierwotnego stanu. Ujrzała nad sobą przerażone
twarze wszystkich czterech osób. Błyskawicznie, jak gdyby nigdy nic, zerwała
się z ziemi. Jej grawitony w jednej chwili zmaterializowały się, uniosły swoją
władczynię w górę, a ona z całej siły się zamachnęła i spoliczkowała chłopca o
czerwonych włosach tak, że runął na pobliskie drzewo.
-Auuu …
Pozostali wybuchnęli śmiechem. Nazoida nieco to zmieszało.
Jednak w jednej chwili jej grawitony zniknęły, a jej świadomość, tak samo
zresztą jak oczy, zasnuła czarna mgła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz